„O jutrze masz wiedzieć jedynie to, że Opatrzność Boża wstanie dla ciebie wcześniej niż słońce” Jean-Baptiste Henri Lacordaire

Ignacy Jan PaderewskiBezpośrednią przyczyną wybuchu Powstania Wielkopolskiego była wizyta w Poznaniu wybitnego pianisty, męża stanu Ignacego Jana Paderewskiego. Jego przyjazd 26 grudnia 1918 roku był okazją do zorganizowania w stolicy Wielkopolski manifestacji patriotycznej.

27 grudnia 1918 roku Polacy gromadzili się pod budynkiem Bazaru, w którym zatrzymał się Paderewski. Przed godziną 17 sytuacja wymknęła się spod kontroli. Padł pierwszy strzał - wybuchło powstanie. Walki toczyły się wiele dni, a Poznań stał się wzorem dla miast całej Wielkopolski.

ks Ignacy CzechowskiRozpoczynając naszą historię o Powstaniu Wielkopolskim na ziemi chodzieskiej, koniecznie wspomnieć należy o księdzu Ignacym Czechowskim. Na długo przed rozpoczęciem walk powstańczych rozpoczął on działania, które przyczyniły się do powrotu Chodzieży w granice Polski. Był inicjatorem założenia wielu towarzystw kulturalno-patriotycznych, Banku Ludowego, Towarzystwa Czytelni Ludowych i powstania lokalnych bibliotek. W lipcu 1918 roku nawiązał kontakt z Centralnym Komitetem Obywatelskim w Poznaniu i utworzył podobny komitet w Chodzieży, który 11 listopada 1918 roku przekształcił się w Powiatową Radę Ludową. Powiaty chodzieski, wyrzyski, czarnkowski i wieleński połączyły się w Zjednoczenie Rad Ludowych Nadnoteckich, na czele których stanął nie kto inny jak ksiądz Ignacy Czechowski.

W niniejszym opracowaniu chciałbym przedstawić trzy epizody, związane z Powstaniem Wielkopolskim. Każdy z nich jest inny, przedstawia wydarzenia, które rozegrały się na ziemi chodzieskiej w 1919 roku.

Zajęcie Chodzieży i bitwa o miasto.

W niedzielę rano 5 stycznia 1919 roku bracia Skotarczakowie z oddziałem powstańców z Rogoźna wyzwolili Budzyń. Stało się to na wskutek rozejmu zawartego z Niemcami, na mocy którego Polacy mieli zatrzymać Budzyń, Niemcy zaś Chodzież. Obu stronom nie wolno było posuwać się naprzód. Szybko zmieniająca się sytuacja i zdobywanie przez wojska powstańcze kolejnych miejscowości spowodowały, że Polacy zdecydowali się powiadomić Niemców, iż do Budzynia przybędzie ppor. Włodzimierz Kowalski. Celem jego wizyty miało być spotkanie i rozmowa dotycząca sytuacji na froncie. Po przygodach związanych z awarią samochodu ppor. Kowalski dotarł do Budzynia po północy. Otrzymawszy informację od księdza Czechowskiego, że w Chodzieży formuje się oddział powstańczy, przedstawił się jako wysłannik kilkunastotysięcznej armii powstańczej i rozpoczął rozmowę od informacji, że nie uznaje postanowień rozejmu. Polecił Niemcom, by wycofali się z Chodzieży. Delegaci niemieccy poprosili o możliwość zatelefonowania do Chodzieży. Rozmowa telefoniczna niczego nie przesądziła. Niemcy powrócili do miasta i nad ranem zadzwonili do Budzynia z informacją o wycofaniu wojska do Piły.

6 stycznia 1919 roku około godziny 4 w kierunku Chodzieży wyruszyło… 34 powstańców. Nieopodal miasta spotkali się delegacją niemiecką, której przewodniczył burmistrz Foege. Razem z Niemcami wojsko powstańcze powitał ksiądz proboszcz Czechowski, który ściskając ppor. Kowalskiego kilka razy powtarzał „Panie, na tę chwilę czekaliśmy lata, lata całe”.

Po wejściu oddziału powstańczego do Chodzieży na wieży kościelne zawieszono biało-czerwoną flagę, Kontrolę nad miastem przejęli Polacy. Ksiądz Czechowski zdymisjonował niemieckiego starostę chodzieskiego i powołał w jego miejsce przybyłego z Poznania dr Zbigniewa Jerzykowskiego. Po uroczystej mszy świętej przystąpiono do zorganizowania oddziału powstańczego. Zgłosiło się ponad 200 ochotników. Otrzymali krótkie przeszkolenie i broń po załodze niemieckiej. Radość Polaków nie trwała długo. Niemcy zorientowali się, że padli ofiarą podstępu. Postanowili odbić Chodzież. 6 stycznia w godzinach wieczornych do urzędu pocztowego zadzwonił dowódca garnizonu w Pile. Przekonany, że rozmawia z niemieckim urzędnikiem przekazał informacje o przyjeździe wyjeździe wojsk niemieckich, których zadaniem było odbicie Chodzieży. Kazimierz Pietraszak przekazał tę wiadomość ppor. Kowalskiemu. Wobec przewagi niemieckiej powstańcy wycofali się z miasta.

Dowodzący na tym terenie porucznik Włodzimierz Kowalski postanowił ponownie zdobyć miasto. Wczesnym rankiem 8 stycznia 1919 r. rozpoczęła się bitwa o Chodzież. Powstańcy zaatakowali miasto z kilku stron – od Czarnkowa, Budzynia i Margonina. Na pomoc Chodzieży naciągnęły posiłki z Obornik, Margonina, Budzynia, a także Studziec. Dowódcy i podoficerowie wszystkich oddziałów znali swoje zadania. Jednak zapomniano o łączności pomiędzy oddziałami. I ten element okazał się kluczowy, by szybko i bez większych strat zająć miasto. Atak na Chodzież był chaotyczny, nieskoordynowany. Powstańcy z Czarnkowa i Lubasza uderzyli na Chodzież godzinę wcześniej. Mimo brawury i odwagi nie mogli sprostać 2 kompaniom Grenzschutzu[1] broniącym fabryki porcelany. Dodatkowo ostrzeliwał ich samolot niemiecki. Wobec braku amunicji, przewagi Niemców oraz informacji o zaatakowaniu Czarnkowa, oddziały powstańcze wycofały się. W ich miejsce natarcie kontynuował oddział z Rogoźna. Po dwóch godzinach walk powstańcy zdobyli ulicę Strzelecką i podeszli pod dworzec kolejowy.

Atak od strony Budzynia nie doszedł do skutku. W lesie nieopodal Podanina czekali na nich Niemcy. Gdy szpica polska podeszła pod las, koloniści niemieccy otworzyli ogień z dwóch karabinów maszynowych. Strzelano też z leśniczówki. Powstańcy zaczęli cofać się, a później uciekać, porzucając broń. Ppor. Kowalski wycofał się do Budzynia. Dzięki pomocy księdza Kazimierza Stachowiaka, odział powstańczy zebrał się ponownie i wyruszył w kierunku Chodzieży.

Z kolei atak od strony Margonina oddziału obornickiego i margonińskiego zakończył się sukcesem. Po zdobyciu miejscowości Rataje, gdzie walki toczyły się praktycznie o każdy dom, powstańcy rozpoczęli natarcie w kierunku dworca kolejowego. Podczas ataku na dworzec zginął niemiecki komendant miasta kapitan Alfons Stierkorb. To załamało Niemców, którzy zaczęli wycofywać się w kierunku stojącego za stacją pociągu. Uciekających Niemców ostrzelano z karabinów maszynowych.

Podczas walk o Chodzież zginęło bądź zmarło z ran 24 powstańców, a 62 zostało rannych. Powstańcy pochowani zostali w swych rodzinnych miejscowościach – Chodzieży, Margoninie, Budzyniu, Obornikach. Straty niemieckie były większe. Oprócz poległych w walkach o miasto 48 żołnierzach Grenzschutzu, zginęło jeszcze ponad 70 osób w wycofującym się do Piły pociągu. Bitwa o Chodzież zakończyła się zwycięstwem powstańców wielkopolskich. W wyniku rozmów ze stroną niemiecką[2] ustalono, że miasto Chodzież stanie się strefą neutralną.

Most na Noteci pomiędzy Szamocinem a Białośliwiem

Po zdobyciu Szubina zaistniała konieczność zabezpieczenia się przed atakiem niemieckim. By nie dopuścić do napaści Niemców od strony Bydgoszczy i Nakła, należało zniszczyć mosty kolejowe i główne drogi. Jednym ze strategicznych miejsc był most na Noteci pomiędzy Szamocinem a Białośliwiem.

Do Margonina w dniu 9 stycznia 1919 roku przybył por. Włodzimierz Kowalski, by spotkać się z ppor. Maksymilianem Bartschem i przekazać rozkazy od dowódcy frontu północnego pułkownika Grudzińskiego. Teoretycznie była to misja z kategorii niemożliwych do wykonania. By zająć most, należało najpierw zdobyć miejscowość Szamocin, a następnie przemaszerować prawie 3 kilometry w otwartym terenie, by zbliżyć się do posterunku niemieckiego.

Wysłane patrole powstańcze stwierdziły, że Niemcy szamocińscy nie są jeszcze zorganizowani. Po uzyskaniu tych informacji ppor. Bartsch zdecydował się na zdobycie Szamocina. Do wykonania zadania wybrano 76 powstańców margonińskich, którzy podzieleni zostali na dwa plutony. Powstańcy po dotarciu do Szamocina 11 stycznia około godziny 22 bez wystrzału opanowują główne ulice miasta, zajmują posterunek poczty. Burmistrz i żandarmi bez sprzeciwu poddali się. Następnie ppor. Bartsch udał się na pocztę i polecił połączenie go z jednostką wojskową w Białośliwiu[3]. Poinformował, że jest z rozbitego oddziału niemieckiego, który brał udział w walkach o Chodzież. Jego celem jest przedostanie się do garnizonu w Pile. I dlatego prosił o poinformowanie posterunku na moście pod Białośliwiem, że za chwilę wyruszy z Szamocina.

Z grupy, która zdobyła Szamocin wybrano 10 Powstańców. Polacy ruszyli w kierunku Białośliwia tuż przed północą. Część z nich jechała na rowerach, pozostali na wozie. Żołnierze przemieszczając się w kierunku mostu śpiewali niemieckie piosenki, wśród nich „Chcemy zwycięsko rozgromić Polskę”. Niemcy nie zorientowali się że to podstęp. Kiedy powstańcy dotarli w okolice posterunku na moście, bez większego problemu obezwładnili jego załogę. Zaskoczeni Niemcy nie zdążyli nawet sięgnąć po broń.  Dużo większym problemem okazało się spalenie mostu. Była styczniowa, zimna noc, padał deszcz, a przywiezione przez powstańców smoła i łuczywo okazały się niewystarczające do wykonania zadania. Most jednak został spalony, dzięki znalezionej w niemieckim magazynie beczce benzolu, którą kilkukrotnie przestrzelono i podpalono. Ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie, a łuna była widoczna w oddalonej o 25 kilometrów Pile. Ppor. Bartsch wraz z jeńcami i zdobytym karabinem maszynowym powrócił do Margonina. Doskonała znajomość niemieckiej taktyki, zwyczajów i języka sprawiła, że możliwe stało się pokonanie liczniejszego przeciwnika w trudno dostępnym miejscu i co ważne, bez strat własnych.

Zdobycie samochodu pancernego pod Budzyniem

E3 Kopia samochodu pancernego Erhard M1917 1Budzyń był w rękach polskich od 5 stycznia 1919 roku. Niemcy kilkukrotnie próbowali odbić miasto. Po zajęciu Chodzieży przez wojska niemieckie, 42 brygada Grenzschutz zdobyła kolejno wieś Trzydomy, Podstolice oraz Radwanki. Podjęto też przygotowania do uderzenia na Budzyń i dalej na Wągrowiec. W tym celu sprowadzono 6 lutego 1919 roku z Wałcza artylerię, która zajęła stanowiska koło Podanina i ostrzeliwała Budzyń. 7 lutego 1919 r. na miasto zostały skierowane dwa ciężkie samochody pancerne typu Pz. Kw. Ehrhardt E-V/4. Dysponujący czterema ciężkimi karabinami maszynowymi Ehrhardt był jak na owe czasy konstrukcją bardzo nowoczesną i dobrze opancerzoną. Miał też dwa układy kierowania – z przodu i z tyłu. Powstańcy do obrony Budzynia mogli wystawić tworzony przez por. Wiktora Bartkowskiego batalion, który i tak dysponował okrojonym składem, a część jego żołnierzy stanowili ochotnicy. Gdy Polacy zorientowali się w planach niemieckiego ataku, przy drodze do Chodzieży, nieopodal wzgórza Okręglik, przygotowano stanowisko ogniowe. Jego dowódcą został st. strz. Leon Napiecek; pozostali powstańcy byli kawalerami bądź wdowcami, gdyż pewne było, że w starciu z pojazdami pancernymi nie mieli żadnych szansa przeżycie. Uzbrojeni byli w karabin maszynowy i granaty.

E1 pomnik na mogile powstańców w RogoźnieNiemcy zdawali sobie sprawę z przewagi ogniowej wsparcia artylerii. Nie zrezygnowali z ataku nawet wtedy, gdy jeden z wozów uległ awarii pod Podaninem[4]. Dowodzący oboma samochodami por. Kurt Ahmos przesiadł się do wozu por. Joachima von Schwerina. Samochód pancerny poruszał się zdecydowanie szybciej od ubezpieczającej go piechoty. Gdy zatrzymał się przy wjeździe do Budzynia, został ostrzelany przez sekcję kompanii rogozińskiej, którą dowodził Leon Napiecek. Seria z karabinu maszynowego trafiła przez wizjer kierowcę. Samochód stoczył się do rowu i przechylił na prawy bok. Dowódcy samochodu pancernego postanowili bronić się, aż do nadejścia posiłków. Próbowali wyciągnąć z samochodu karabiny maszynowe i ostrzelać nimi powstańców. Obrzucani granatami, zginęli jako pierwsi. Powstańcy odparli atak piechoty niemieckiej i zdobycie samochodu pancernego stało się faktem. Oprócz broni w pancerniku znaleziono listę Polaków wraz z adresami, których miano aresztować. Można powiedzieć, że tego dnia Powstańcy oszukali śmierć. W starciu z pancernym kolosem bez odrobiny szczęścia i Opatrzności Bożej nie mieli żadnych szans na zwycięstwo. Po zakończonej walce modlili się przy figurze Matki Boskiej.

E1 pomnik w Chodzieży około dworca kolejowegoLeon Napiecek za tą akcję odznaczony został Orderem Virtuti Militari V klasy. Samochód po drobnych naprawach był wykorzystywany w walkach powstańczych pod nazwą pułkownik Grudzielski. Brał również udział wojnie polsko-bolszewickiej i powstaniu śląskim.

Rozejm w Trewirze z 16 lutego 1919 roku podzielił powiat chodzieski na dwie części. Podkomisje kontrolne tzw. granicy trewirskiej na terenie powiatu chodzieskiego mieściły się w Chodzieży (niemiecka) i w Budzyniu (polska). Starosta chodzieski dr Zbigniew Jerzykowski urzędował w Budzyniu. Na wyznaczonej linii demarkacyjnej wkopano kamienne slupy graniczne. Granica nie była spokojna, dochodziło na niej do częstych starć między Polakami a Niemcami.

Chodzież powróciła w granice Rzeczpospolitej w poniedziałek 19 stycznia 1919 roku. Stacjonujący w Budzyniu 7 pułk strzelców wielkopolskich majora Alfonsa Wojtkielewicza tego dnia wysłał do Chodzieży swój pierwszy batalion.

W dzisiejszych czasach modny stał się patriotyzm. Szukamy bohaterów, podziwiamy ich czyny, staramy się o nich pamiętać i w miarę możliwości naśladować. I nic w tym złego. Powinniśmy pamiętać o Powstaniu Wielkopolskim, odzyskaniu przez Polskę niepodległości.  Uważam, że na nas wszystkich spoczywa obowiązek i dług wdzięczności wobec tych wszystkich którzy walczyli i oddali życie za wolną i niepodległą Polskę.

Pisząc niniejsza pracę korzystałem z opracowań:

Gloria victoribus. Powstańcy wielkopolscy powiązani z Ziemią Chodzieską, praca zbiorowa pod red. Doroty Marciniak, Chodzież 2017.

Janiszewski Waldemar, Iskra bohaterów: walki powstańcze na ziemi chodzieskiej i pilskiej w 1919 r., Piła 2011.

Kościelna Krystyna, Powstanie Wielkopolskie 1918-1919 na terenie Budzynia, Szczecin 2006.

Matraszek Tadeusz, Matwiejczuk-Ilnicka Karolina, Kiedy Chodzież witała Polskę – broszura na 100-lecie wybuchu Powstania Wielkopolskiego, Chodzież 2018.

Zasłużeni dla Ziemi Chodzieskiej w Powstaniu Wielkopolskim 1918 - 1919 pod red. Romana Grewlinga, Chodzież 2004.

Zydorczak Henryk, Zasłużeni dla Ziemi Chodzieskiej, Chodzież 2003.

Dr. Marek FIFER

Zdjęcia Anna PANISZEWA

 

[1] Ochrona Pogranicza, niemieckie formacje zbrojne działające w latach 1918–20 na Górnym Śląsku, Pomorzu i w Wielkopolsce.

[2] Niemców reprezentował mjr Karl Gustav von Plehwe dowódca garnizonu w Pile, Polaków ppor. Włodzimierz Kowalski.

[3] Miejscowość ta opanowana wcześniej przez Polaków została odbita przez żołnierzy 149 pułku piechoty. Dowódcą w Białośliwiu był porucznik Kegller, który na most skierował podporucznika Urlicha razem z 3 podoficerami i 27 żołnierzami. Do dyspozycji posiadali ciężki karabin maszynowy, kilka tysięcy sztuk amunicji i granaty.

[4] pękły łańcuchy na jego kołach i nie mógł poruszać się na oblodzonej szosie

 


Kontakt tel. +375 (33) 611-12-05 Hanna Paniszewa E-mail: forum.brzeskie@gmail.com